Beskidy przywitały nas słońcem i... porywistym wiatrem. Diablak uśmiechał się kusząco, piękny w swej zimowej szacie. Przez chwilę widać było nawet Tatry... Leciałam na ten szczyt jak oczarowana, ciesząc się na myśl o pięknych widokach, które z niego zobaczę... Lecz nagle przyszła chmura i zasłoniła cały świat. Ostatnie 20 minut wchodziliśmy w totalnej dupówie. Babia Góra, zwana też Matką Niepogód, pokazała nam, że przydomek ten nie jest bezpodstawny.
Trochę posiedzieliśmy na szczycie w nadziei, że się przetrze, ale ileż można znosić taką pizgawicę?!!! Tego dnia, nie dane mi były widoki z Babiej!!! Góra... zakpiła sobie ze mnie setnie. Po zejściu na Przełęcz Brona, znów zrobiła się piękna słoneczna pogoda. Dzień był jeszcze młody, więc poszliśmy na Małą Babią... Ech!!! Za każdym razem, gdy zerkałam za siebie, szlag mnie trafiał. Diablak, piękny i majestatyczny, znów lśnił w pełnym słońcu. Narcyz jeden!!! Chciał, aby podziwiano tylko jego 😍.













































































