wtorek, 11 maja 2021

Wyprawa na krokusy

W tym roku z wyjątkową zawziętością spełniam swoje małe wojażowe marzenia. Jednym z nich było, ujrzeć na własne oczy, kwitnące w górach krokusy. Najprościej byłoby jechać w Tatry. Gorce też mogą się pochwalić pięknymi fioletowymi dywanami. Jednak popularność tych miejsc mocno mnie zniechęca. Szczęściem krokusy kwitną również w Beskidach. Piękne skupiska można spotkać na Rysiance i Hali Lipowskiej w Beskidzie Żywieckim... ale nie tylko...
 
Na naszą kwietniową górską wycieczkę, wybraliśmy się w bardziej kameralne miejsce... mianowicie na Krawców Wierch. Weszliśmy nań niebieskim szlakiem ze Złatnej. Trasa nie jest zbyt wymagająca, pokonaliśmy ją w niecałe 2 godziny. Ku uciesze dziewczynek miejscami leżał jeszcze śnieg, który co nieco spowalniał naszą wędrówkę (wszak trzeba się na nim poślizgać). Po drodze mijaliśmy liczne strumienie, tworzące malownicze wodospady. Las szumiał, świergotał i szemrał swoją wiosenną melodię. 
 
Na Hali Krawculi, tuż obok Bacówki PTTK na Krawcowym Wierchu, rzeczywiście kwitną krokusy. Poletko jest niewielkie, ale z powodzeniem zaspokoiło mój krokusowy głód fotograficzny. Zapraszam do fotorelacji...






















koszula, spodnie - sh | golf - Camaieu | buty - Scarpa | komin - Hi-Tec



Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu













środa, 5 maja 2021

Wiosenne fochy

Maju!!! W kulki gradowe sobie lecisz... ale i tak mnie nie złamiesz!!! Jeśli postanowiłam, że będę nosić letnie sukienki, to będę, choćby ze swetrem i botkami!!! W nosie mam Twoje fochy!!! Ostrzegam Cię jednak, abyś się ogarnął, bo przestaniemy się lubić forever 😜!!!









sweterek - sh | sukienka i torebka - prezent | buty - Deichmann | kolczyki - pamiątka z Ustronia

czwartek, 29 kwietnia 2021

Kwiecień plecień

Kwiecień plecień płatał figle, mało śmieszne, upierdliwie hartujące ciało i umysł. Śnieżyce, deszcze, mroźny północny wiatr, przeszywający na wskroś pomimo słonecznej pogody. Mało optymistyczny obrazek wiosny. Pandemiczne czasy nauczyły mnie jednak, aby z danej nam rzeczywistości, wyłuskać dla siebie odrobinę radości. Tak więc, dzięki kaprysom natury moja szafa odżyła. Mogłam sobie poszaleć z okryciami wierzchnimi, począwszy od futrzastego misiora, płaszczyków takich i siakich, ramoneski, dżinsowej katany, na mięsistych swetrzyskach  kończąc. Jeśli z nieba nie leciały potoki żab, starałam się przemycać jakieś letnie akcenty, jak choćby białe lniane spodnie z dzisiejszych fotek... Wszystko ładnie i pięknie... niemniej jednak, mam ogromną nadzieję, że w maju w moich stylizacjach zaczną królować letnie sukienki 😜!!!









sfeter - Reserved | spodnie - Camaieu | buty - CCC | beret - lokalny butik | torebka - prezent