niedziela, 29 kwietnia 2018

Majówko trwaj!!!

Majówko-kwietniówka rozkręca się na dobre :). Za nami pierwszy jej etap, przyjemny bardzo, choć niezbyt intensywny, zważywszy na mój stan zdrowia, dalece wciąż odbiegający od normy. Naładowałam jednak akumulatorki, nawdychałam się świeżości, napatrzyłam w zielone i gotowa jestem (przynajmniej tak sobie wmawiam) rozpocząć urzędniczy bój z zaległościami, których nazbierało się z pewnością na moim biurku niemało. Hihi... we wtorek sobie odpocznę i w czwartek, a już z pewnością w następny weekend... sam na sam z Miśkiem, w pięknych okolicznościach przyrody :D!!! Majówko trwaj!!!







Bluza - Reserved
Spódnica - sh (DIY)
Apaszka - Reserved
Buty - butik w centrum Będzina

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Mżawka hulająca z wiatrem

Koniec marca... pola przesiąknięte deszczem, szare i ponure po horyzont.
Filifionka nie zważając na mżawkę hulającą z wiatrem, ciągnie Miśka na spacer.
Nieczęsto nam się zdarza okazja na romantyczną przechadzkę tylko we dwoje.
Krocze raźno po błocie, a spod stóp wyrastają młode pędy traw.
Trzy tygodnie i świat utonie w zieleni :D!!!







Sukienka - sh
Marynarka - H&M
Komin - stoisko na pasażu w M1
Kozaki - CCC
Torebka - Camaieu

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Królestwo Lenistwa

Cześć Dziewczyny :)
Nadaję do Was z mojego Królestwa Lenistwa ;). Już tydzień opieszale władam tym miejscem pogrążonym w ,,artystycznym nieładzie" i z każdym kolejnym dniem czuję w sobie coraz większą potrzebę, by okiełznać ten rozprzestrzeniający się po chałupie chaos!!! Cóż z tego, gdy wciąż jestem słaba jak niemowlę, chodzę zgarbiona, przytrzymując brzuch ręką, z tak rozpaczliwą zawziętością, że aż mnie biceps boli (to na wypadek, gdyby flaczki postanowiły się jednak wydostać na zewnątrz ;P). Wyglądam i czuję się... żałośnie... a tu TAKA WIOSNA za oknem!!! W weekend Miś, nie mogący już dłużej słuchać moich tęsknych westchnień, wsadził swój babiniec w auto i wywiózł na Jurę. Posiedzieliśmy sobie na trawce, pod skałką i... było mi tak dobrze, że aż się poryczałam ze szczęścia (a wieczorem padłam zmęczona jak... trup). Niesamowite, jak z silnej, energicznej babeczki z dnia na dzień zmieniłam się w wątłe chuchro. Nic to jednak... z każdym dniem, będzie przecież coraz lepiej. 

A z drugiej strony... nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Tyle czasu dla siebie, to ja nie miałam odkąd urodziłam Zosię. Dziewczynki idą do przedszkola, a ja... czytam, bloguję, marzę i planuję ;). Zachłysnęłam się powieściami Remigiusza Mroza z serii z Joanną Chyłką. Choć nie jestem wielką fanką kryminałów, te książki pochłonęły mnie bez reszty. Gdy zaczynam czytać, nie potrafię się oderwać :). Kończę już trzecią część i mam wielką nadzieję, że siostrunia przywiezie mi w weekend kolejne tomy :). W szpitalu przeczytałam też autobiograficzną powieść Hope Jahren ,,Lab girl". Hope opowiada w swej książce o fascynującym świecie roślin, którego większość z nas zdaje się, w dzisiejszych zabieganych czasach, w ogóle nie dostrzegać, o ogromnej pasji do odkrywania ich sekretów poprzez badania naukowe, o przyjaźni i miłości, ale i trudnościach, z jakimi musi sobie radzić kobieta-naukowiec. Książka napisana w przyjemny, gawędziarski sposób... szczerze polecam :).

Dzięki swej przezorności (Misiek nazwałby to upierdliwością ;P) mam Wam co pokazać na blogu :)... W prawdzie wiosenne lato za oknem psuje mi nieco szyki co do aktualności tejże stylizacji (powinnam w zwiewnej sukience paradować), niemniej jednak śniegiem po pas już nie straszę, a słońce mrużące moje oczy, zwiastuje nadejście... tego co nieuniknione :D!!!








Płaszcz - H&M
Sewter - H&M
Spodnie - Camaieu
Buty - CCC
Torba - Grey Wolf

wtorek, 10 kwietnia 2018

Nie zostanę Miss Bikini ;P

Ostatni tydzień obfitował w niezbyt przyjemne dla mnie wydarzenia. Spędziłam go w szpitalu na oddziale chirurgii ogólnej, w celu załatania przepukliny brzusznej. No cóż, choć trudno mi w to uwierzyć, okazuje się, że straszna ze mnie słabowinka ;). 

Wszystko zaczęło się cztery lata temu, gdy urodziłam Hanię. Podczas ciąży nabawiłam się przepukliny pępkowej. Cóż z tego, że w rok później panowie doktorowie mi ją załatali. Mając wciąż przy sobie dwa żywe hantelki, w postaci rocznej Hani i 2,5 - letniej Zosi, prędzej czy później musiało mi się to wszystko rozwalić. Plac zabaw to dla matki prawdziwa siłownia. Wsadź na huśtawkę, zdejmij z huśtawki. Wsadź na zjeżdżalnię, zdejmij... Wciąganie wózka (z dzieckiem) na pierwsze piętro. Ha... nie raz się zdarzało, że gdy Zosia miała humorki, nie miałam wyjścia, jak wziąć to wierzgające pachole pod pachę i pchając drugą ręką wózek z Hanką, przetransportować towarzystwo bezpiecznie do domu. Ukoronowaniem moich spartańskich wyczynów, były nasze górskie wycieczki z dziewczynkami w nosidłach. Wspominam je z nostalgią, ale piekący ból w połatanym brzuchu, uświadamia mi, jakież to było z mojej strony bezmyślne!!! Nastąpiło uszkodzenie kresy białej i tym samym znów nabawiłam się przepukliny, niestety znacznie bardziej rozległej.

Od pewnego czasu miałam podejrzenia, że coś jest nie tak. Jak wiecie lubię sobie poćwiczyć w zaciszu domowym. Treningi przynosiły bardzo zadowalające efekty, jednak część ciała, na której najbardziej się skupiałam, jak wisiała, tak wisiała. Co gorsza, w pewnym momencie podczas robienia brzuszków, w środkowej części brzucha zaczęło mi ,,wyłazić" niepokojące zgrubienie. W styczniu poszłam z tym do lekarza. Ten, bez cienia wątpliwości stwierdził przepuklinę brzuszną. 

Znów wylądowałam na stole operacyjnym :/. Bebeszki mam teraz zabezpieczone siatką, a długa na 20 cm blizna od pępka wzwyż, będzie mi już zawsze przypominać, abym nie bawiła się w kulturystę. Miss Bikini, też raczej nie zostanę ;P.

Fotorelacji nie będzie... zbyt dramatyczny to widok. Zamiast tego zapraszam na mroczną sesyjkę z marcowych zasobów. Ależ się przez ten tydzień wiosna rozhulała :D!!!









Sweter/tunika - H&M
Płaszcz - H&M
Kaszkiet - H&M
Torebka - H&M
Buty - Zebra
Rajtuzy - stoisko na pasażu w M1 Czeladź

wtorek, 3 kwietnia 2018

Wiosna :D

Ostatkiem sił dobrnęłam do kwietnia. Choć przywitał nas śnieżną pluchą i szatańską wichurą, dziś zrekompensował się eksplozją słońca :). Kwiecień to dla mnie początek wszystkiego, co w roku najlepsze. Długie dni, więcej słońca i kolorów. Nic, tylko iść na spotkanie, budzącej się z zimowego snu przyrody :). 

A potem... lato :D!!! Czuję już smak i zapach truskawek :)... Buzia muśnięta słońcem, bose stopy na trawie, chłodna woda w rzece, haha... siódme poty na szlaku ;)... Wiosna :D!!!







Sukienka - prezent z Chin
Płaszcz - sh (H&M)
Szal - Promod
Kozaki - CCC