sobota, 8 października 2016

Na Przegibek

Choć tegoroczne wakacje na Lubelszczyźnie i Podlasiu obfitowały w wiele niezwykłych wrażeń, to jednak po powrocie zatęskniliśmy za górami. Dziewczynki z takim zapałem przemierzały szlaki podczas urlopu, że postanowiliśmy zrobić mały eksperyment i wejść na Przegibek bez nosideł. Trasa, którą wybraliśmy, ma nieco ponad 3 km, wiedzie szlakiem zielonym z Roztoki. Wg mapy pokonuje się ją w 1,5 godziny, my zrobiliśmy ją w 2,5. Muszę się pochwalić, że Zosia, moja mała 4-latka przeszła ją na nóżkach tam i z powrotem :D!!! Hania trochę oszukiwała, wspomagana silnymi ramionami mamy lub taty ;). Ach!!! Fajna to była wycieczka :)...













Tym razem ciuchowo się nie postarałam ;P. Wrzuciłam na grzbiet, co było pod ręką. Wszystko, oprócz buciczków dostałam w prezencie :D!!!







Hania w drodze powrotnej przycięła komara :)

wtorek, 4 października 2016

Na herbatce u Baby Jagi

Za siedmioma lasami, za siedmioma górami, w chatce z piernika, żyła sobie Baba Jaga. Wiodła spokojny żywot czarownicy: zbierała zioła, ważyła tajemne eliksiry, wróżyła ze szklanej kuli, latała miotłą na sabat, porywała zabłąkane w lesie dzieci... Pewnego dnia postanowiła jednak z tym skończyć. Otworzyła agroturystykę, a ze swojej piernikowej chatki zrobiła atrakcje turystyczną ;). 
 
Chatka Baby Jagi (klik) znajduje się w Sosnówce, koło Hajnówki na Podlasiu. Trafiliśmy tam przypadkiem, ociągając się z powrotem do domu. Niestety o godzinie 9 rano, każda przyzwoita wiedźma smacznie sobie chrapie, więc nie poczęstowała nas ani kawą, ani herbatą. Jej urocza chatka okazała się jednak idealnym ,,tłem" pod mój ołtfit ;). Uwierzcie mi, nie planowałam tego :). Taki zestaw został mi na ostatni dzień wyjazdu. 
 
Zależało mi bardzo, aby pokazać na blogu tą ciasteczkową koszulkę z apetycznym dekoltem na plecach :). Dotarła ona do mnie za sprawą najprawdziwszej magii. Pewnego lipcowego dnia zapukał do mych drzwi listonosz i wręczył mi przesyłkę (?). Zdębiałam, bo nic w tym czasie nie zamawiałam. Po otwarciu oniemiałam jeszcze bardziej. Okazało się, że w środku są koszulki od Liloo (klik). Lila obdarowała nie tylko mnie, ale i moje dziewczynki :D. Skąd miała mój adres??? Tego nie wiedzą nawet najstarsze wiedźmy ;).
 
Lila jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję za ten przemiły prezent. Noszę tą koszulkę z prawdziwą przyjemnością :D...
 












No to lecę ;)

Wylądowałyśmy w Chęcinach, gdzie były: kawa, lody i tańce połamańce :D!!!

Ciuchowo: koszulka - Liloo, spódniczka - Stradivarius, buty - DeeZee, biżuteria - pamiątka z Lanzarote 

piątek, 30 września 2016

W prastarej puszczy

Ostatnim punktem naszych wakacyjnych wojaży był Białowieski Park Narodowy. Najstarszą część puszczy, objętą ochroną ścisłą, można zwiedzać tylko z licencjonowanym przewodnikiem BPN. Wycieczka odbywa się trasą ,,Do Dębu Jagiełły". Wiedzie przez las naturalny, czyli taki, który nie został posadzony przez człowieka i rośnie bez jego ingerencji. Jest to las wielogatunkowy i różnowiekowy. Widzimy w nim wszystkie fazy życia drzewa, od siewki po drzewa obumarłe. W puszczy mnóstwo jest złomów, wykrotów, stojących, suchych drzew, czy powalonych, butwiejących pni. W takim środowisku występuje mnóstwo rzadkich gatunków grzybów i zwierząt będących reliktami lasów pierwotnych. 
 










Dąb Jagiełły - najstarszy z dębów Puszczy Białowieskiej. Wg legendy król Władysław Jagiełło odpoczywał pod nim podczas łowów, zorganizowanych przed wyprawą grunwaldzką.



Pniarek

Próchnilec

Sromotnik bezwstydny 






Lisek chytrusek ;)


Oprócz liska (i komarów) nie spotkaliśmy w  puszczy żadnych dużych zwierząt. Wataha turystów przegnała wszystkie żubry na Białoruś ;P. Pojechaliśmy więc do Rezerwatu Pokazowego Żubrów, gdzie w warunkach zbliżonych do naturalnych, prezentowane są wszystkie gatunki ssaków kopytnych żyjących w Puszczy Białowieskiej oraz duże drapieżniki.











Białowieski Park Narodowy, to miejsce niezwykłe. Zwiedzanie go z małymi dziećmi stanowi jednak niemałe wyzwanie. Zapewne byłoby łatwiej, gdybyśmy trafili na sympatyczniejszego przewodnika. Niestety, trafił nam się pan, który ewidentnie dzieci nie znosi i robił wszystko, aby nam tą wycieczkę uprzykrzyć. Gnał przez puszczę tak, że prawie sandały pogubiłam i straszył karami jeśli dzieci będą głośne!!! Wrrrr.... Moje aniołki w ramach buntu przespały prawie całą imprezę :P!!!  
Żałuję, że nie zostaliśmy dłużej i nie poszwendaliśmy się otwartymi dla turystów szlakami. Bez tej gonitwy, nerwówki i złośliwości... 
Następnym razem to nadrobimy :). 


Nie dało się zrobić sesyjki w puszczy ;P. Obfociliśmy więc mój białowieski ołtfit pod cerkwią w Dubiczach Cerkiewnych...






Koszula - prezent (Marks&Spencer), spodnie - Orsay (DIY), buty - sh, wisiorek - New Yorker, pasek - Stradivarius 

 Żródełka: klik