wtorek, 15 marca 2016

W marcu jak w garncu

Choć marzec kapryśny jest i raczej nas pogodowo nie rozpieszcza, to czuję już (w kościach ;P), że wiosna tuż, tuż. W czasie pobytu na wsi codziennie szukałam jej oznak i znajdowałam: w przebiśniegach w ogródku mamy, w trelach skowronków, w wierzbowych baziach kotkach, w krzyku żurawi na nadnidziańskich błoniach (które to, przez roztopy, zamieniły się w jedno wielkie jezioro), czy w nocnych kocich serenadach :). Idzie wiosna... :D!!!

 Wiosenne roztopy








 Szukamy oznak wiosny

Wiosnoooo..., gdzie jesteś???


Hmmm... gdzie ona może być???


Kotku, widziałeś wiosnę???

I to niejedną :)!!!



 A cio to jeśt???

Wiosna!!!

Taaa... pierwszy przebiśnieg wiosny nie czyni!!!! Dość już tych poszukiwań, wolę porzucać kamyki do rzeki!!!

Plum...


Konkurencja mi rośnie ;D

czwartek, 10 marca 2016

Włóczykij


Przedwiosenna szaro-bura aura trwa w najlepsze. Aby się jej nie poddać, ubieram się ciepło i kolorowo. Wełniana, soczyście zielona spódnica to prawdziwy antyk w mojej szafie ;). Ciocia wydziergała ją, gdy byłam małym szkrabem. Do kompletu był jeszcze sweterek, ale się gdzieś stracił przez te wszystkie lata.  Z drugiej strony, z pomarańczowym dają kontrast, który aż bije po oczach ;P. Uwielbiam takie połączenia!!! Wełniany kapelutek a'la Włóczykij, to z kolei absolutna nowość. Miś przywiózł mi go z chińskich wojaży :). Z pasiastymi rajtuzami fajnie dopełniają całość!!!






Sweterek - prezent, spódnica - wydziergana przez ciocię, kapelutek - Misiowy podarunek z Chin, golf - Camaieu, martensy - Heavy Duty, rajstopy - kiosk w Będzinie

sobota, 5 marca 2016

Zamszowe muszkieterki... mam i ja ;)


Zamszowe muszkieterki kusiły mnie na blogach od dłuższego czasu. Jednak, ze względów... hmmmm... praktyczno-zdrowotnych, wymarzyłam sobie butki na płaskiej podeszwie, no i... zaczęły się schody. Niewiele sklepów ma takie w swojej ofercie. Szukałam, szukałam, aż znalazłam w Zebrze. Cena uuuuuch!!! Zaporowa!!! Ale od czego są Mikołaje, Wróżki i... Najwspanialszy Mąż Na Świecie :D!!!  Wspólnymi siłami ustukaliśmy odpowiednią sumkę i mam... zamszowe muszkieterki... i ja :D!!!









Płaszczyk - Carry; muszkieterki - Zebra; golf, wisiorek - prezent; spodenki - C&A; czarna bluzka - H&M

poniedziałek, 29 lutego 2016

Wspomnienia z Zielonej Wyspy - morskie opowieści :)

Gdzie najbardziej ciągnie Misia i Filifionkę, gdy trafią na Zieloną Wyspę??? Hmm... Oczywiście, że do... najbliższego pubu ;P. 
Nie powiem, Guinness z puszysta pianką smakuje wybornie, ale najbardziej po intensywnym dniu spędzonym w plenerze :)!!! Podczas pobytu w Dublinie odbyliśmy kilka fajnych wycieczek nad Morze Irlandzkie: na Przylądek Howth, do Bray i Malahide.

Howth

Dzielnica Dublina leżąca nad Zatoką Dublińską, ze wzniesieniem Przylądka Howth, z którego roztacza się piękny widok na zatokę i Morze Irlandzkie. Jako, że lubimy przygody, stromą ścieżką zeszliśmy do podstawy klifu, na niewielką kamienistą plażę, gdzie... zaatakowały mnie fale ;). Weszliśmy też na wzgórze przy Museum of Vintage Radio. Pięknie stąd wygląda przystań z Wyspą Ireland's Eye w tle.

 Cypel z latarnią morską „Baily”








 Museum of Vintage Radio

 Przystań i Wyspa Ireland's Eye 



Bray

Nadmorski kurort leżący około 25 km na południe od Dublina, z szeroką plażą, promenadą i... wzniesieniem Bray Head, na które nie omieszkaliśmy się wdrapać :D!!!








 Na szczycie Bray Head 



Malahide

Nadmorskie przedmieście Dublina z szeroką piaszczystą plażą i XII wiecznym zamkiem rodu Talbotów.


 Miś w swoim żywiole :). A co go tak zaciekawiło?...

 ... a toto (karbońskie robale)




 Zamek rodu Talbotów

 Uff!!! Wycieczki odbębnione ;). No, to zdrówko :D!!!

C.D.N.