poniedziałek, 16 listopada 2015

Wysoka i Lubomir

Po zdobyciu Babiej Góry pojechaliśmy w Pieniny. Celem naszym była Wysoka (1050 m n.p.m.), najwyższy szczyt tych gór. Wyruszyliśmy z Jaworek, przez niezwykle malowniczy Wąwóz Homole. Choć trasa nie była długa (około 2 godzin), okazała się dużo trudniejsza, niż na Babią. W wąwozie było bardzo ślisko, tam jednak wspinaczkę ułatwiały zamontowane drabinki i mosty. Trudności pojawiły się przy podejściu na szczyt. Sztuczne zabezpieczenia w znacznej mierze są tam zniszczone. Szlak wiedzie po stromym, gliniastym, śliskim zboczu. Miejscami było... nieciekawie, ale jakoś wdrapaliśmy się na górę ;). Widoki ze szczytu zrekompensowały nam trud wspinaczki :).

 Wąwóz Homole








 Wysoka (1050 m n.p.m.)

 Tatry :)

 Trzy Korony













Jako że mało nam było wrażeń na ten dzień, w drodze powrotnej skoczyliśmy jeszcze na Lubomir (904 m n.p.m.) w Beskidzie Wyspowym. Szczyt ten, z trudnych do wyjaśnienia przyczyn, uznawany jest w wykazie Korony Gór Polski, za najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego. Nieważne to jednak. Góra jest górą, dlaczegóż więc się na nią nie wspiąć :)?. Z Kobielnika, gubiąc od czasu do czasu szlak, weszliśmy na Lubomir w niecałą godzinkę :D. 








 Obserwatorium astronomiczne na Lubomirze




Ciuchowo: sukienka - H&M, legginsy - Allegro, polar - Decathlon, buty - Asolo

To ostatnia nasza górska wycieczka w tym roku. Po czwartkowym zabiegu chirurgicznym, nóżka moja długo nie będzie się nadawać do eskapad z Hanką na plecach (może już nigdy???). Pozbyłam się wreszcie, szpecących moją (zgrabną przecież ;)) łydkę, żylaków będących pamiątką po drugiej ciąży. Nóżka boli, zwłaszcza wieczorami (mam wrażenie jakbym w okolicy kostki miała wbity gwóźdź), ale goi się elegancko :). Rehabilitacja trwa 3 miesiące, więc zima będzie w tym roku dłuuuuga. Muszę jednak zrobić wszystko, aby się wyleczyć i jak najdłużej chronić się przed tym paskudztwem, na które niestety i tak jestem skazana!

38 komentarzy:

  1. Wyglądasz wystrzałowo. A widoki jak zwykle piękne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja Ci zazdroszczę z całego serca ,że ze swoim facetem tak się dobrałaś,że waszą pasją sa góry,super ! Ja od Liceum tez uwialbiam góry,pani polonistka skutecznie zaszczepiła bakcyla.Mój R oczywiście idzie ze mną,wiele razem przeszliśmy,ale ja chciałabym częściej i częściej,a on juz nie koniecznie.
    Kolejna fajna wyprawa wasza,miło się oglądało :)
    Trzymam kciuki za nózkę,pomyśl sobie,że nie ty jedyna nie ostatnia.Mam wiele koleżanek,które przeszły taki zabieg i dziś śmigają na całego.Moja siostra też wyciągała żylaczka i to od góry do dołu,nie leżąc w szpitalu nawet.Dasz radę,bo góry czekają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, goń mężulka w góry :D!!!
      Dziękuję Ci serdecznie :). Dziwną mam tą nogę, taką... pustą w środku ;).

      Usuń
  3. Noga z pewnością wróci do formy. Odpoczniesz , nabierzesz sił i wszystko będzie oki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uch!!! Mam nadzieję Grażynko :)!!!
      Dziękuję :)

      Usuń
  4. Super że oboje macie tą samą pasję!!! Mój partner lubi góry oglądać ale nie lubi po nich chodzić :-) Trzymaj się kochana i uważaj na siebie. Przezimujesz a na wiosnę będziesz skakać jak kózka ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Alicja :)
      Planowanie przyszłorocznych wojaży znacznie poprawia mi samopoczucie :)

      Usuń
  5. Podziwiam Was! Podziwiam takich pasjonatów gór, ze dzieciaki z rodzicami i można zdobywać i można się zachwycać, miejscem - razem wspólnie a ponadto zarażać swoje pociechy tą pasją.
    Serdeczności! ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham te wszystkie mosteczki i strumyczki XD
    Współczuję Ci z tymi problemami zdrowotnymi. Raz jak mi lekarz powiedział, że na tydzień muszę się wstrzymać od jakiegokolwiek ruchu, nawet roweru - ja zwariowałam po prostu...
    Trzymaj się ciepło i kuruj cierpliwie, aby na wiosnę znów ruszyć na szlak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu!!!
      A niech to, od jutra zaczynam robić brzuszki ;)!!!!

      Usuń
  7. Ale dziewczynki dzielne, zniosły trudy wspinaczkowe na dwie góry przecież, toście poszaleli ;) Mój nie wysiedziałby tyle, zaraz darłby się na wszystkie strony, żeby go z nosidła wyciągnąć. Miałabym pietra wspinać się albo przeskakiwać tak niebezpieczne miejsca z maluchem na plecach. Widoki rekompensują trudy, przecudne. Zdaje mi się jednak, że sporo Cię jeszcze ubyło, zmizerniałaś, a tu piszesz że juz po operacji... ważne, że teraz musi być lepiej, kuruj sie kochana, zima niech będzie okresem odpoczynku, żeby nabrać sił przed wiosennymi wypadami :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt!!! Dziewczynki fajnie znoszą kilkugodzinne dyndanie w nosidłach ;).
      Dziękuję Asiu :D. Kuruje się, choć mam już trochę dosyć tego kuśtykania ;)!!! Oby do wiosny :D!!!

      Usuń
  8. Rany Ruda wiem co przeżywasz po złamaniu kilka lat dochodziłam do siebie i wiem że musisz być dzielna i postawić na rehabilitację. Będę trzymać za Ciebie kciuki, za Twoje zdrowie i kolejne wyprawy :*** Dbaj o siebie dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  9. Justynko! Zupełnie przypadkiem odkryłam Twój blog i ... przepadłam... Jest wręcz terapeutyczny! Te zdjęcia, radość na Waszych twarzach, chęć poznawania tego, co piękne... Dodaję go do moich obserwowanych blogów i z radością będę wpadać z wizytą.
    Wąwóz Homole kocham ogromnie, góry też :) Również chodzimy z dziećmi, to daje ogromną radość i satysfakcję, że człowiek potrafi wyjść trochę wyżej :) Beskidy uwielbiam!
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę szybkiego powrotu do zdrowia!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Asiu za tyle ciepłych słów :D!!!

      Usuń
  10. Ja żylaki leczę pijawkami, jest poprawa:)
    Życzę zdrówka i wysokich gór:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o tej metodzie!!! Ale to dość kosztowna sprawa!!!

      Usuń
  11. Eh te wasze wojaże, zazdroszczę :)i zdrówka życzę i szybkiego powrotu do formy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Was to wszędzie pełno wycieczkowicze :) hehehe super ! i z tym dzieciaczkiem na plecach- wciąż nie mogę się nadziwić oglądając kolejne Wasze podboje górskie :) też bym kiedyś chciala być tak aktywna i wszędzie zabierać swoje dzieciaczki- Waszym widać nigdy się nie nudzi :)

    Kochana i jak nóżka? życzę szybkiego powrotu do zdrówka- najważniejsze, że widzisz efekty :)
    pytalam u siebie pod postem, jaką metodą miałaś robione? bo koleżanki mama równiez miala tą operację....

    buziaki :*
    Daria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Daria :D!!!
      Oj ponudzą się teraz dziewczynki jak mama ledwo kuśtyka!!! Myślę jednak, że mi to zaraz przejdzie ;)!!!

      Usuń
  13. Podziwiam Was! A widoki zachwycające.

    OdpowiedzUsuń
  14. Podziwiam i zazdroszczę z każdym zdobytem szczytem bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ACH! Jak cudownie, jak cudownie, super wycieczka, zazdroszczę! (idę zaraz oglądać poprzednie etapy, dawno mnie nie było u Ciebie:) )
    Ja bardzo liczyłam na październikowe Bieszczady, ale Remonty nas przerosły;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D!!!
      Październikowe Bieszczady marzą mi się od dawna!!! Może za rok???

      Usuń
  16. Ale z Was niespokojne dusze ! :) nie usiedzą na miejscu, no nie usiedzą ! :DD
    Życzę kolejnych szczytów :))
    Piękna z Was rodzinka !

    OdpowiedzUsuń
  17. Aj! Widoki piekne! Uwielbiam Wąwóz Homole! Ostatni raz miałam okazję być tam kilka miesięcy temu, kiedy byłam w 7 miesiącu ciąży. Następna eskapada już z naszym malutkim Synusiem :)

    p.s. też zmagam się z okropnymi żylakami po ciąży :( a miałam nadzieję, że po porodzie znikną...

    Pozdrawiam: Aronkowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Nóżko, bądź zdrowa, nie ból! Żeby Justynka mogła hasać i szczytować...znaczy, szczyty zdobywać ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  19. ależ zadałaś szyku - górnolotnego niemalże ;P

    OdpowiedzUsuń