Dziś prezentuję trzecią odsłonę hiszpańskiej sukienki, w wersji... na bogato 😜. Planowałam się tak ubrać na ślub braciszka, ale zrugana zostałam, że w czerni nie wypada na wesela chadzać. Kwietniowa kapryśna pogoda ostatecznie zniechęciła mnie do hiszpańskiego dekoltu i odkryrtych szpilek. Stylizacja ta jednak nękała moja duszę i nie pozwoliła czekać na kolejną wielką okazję. Tak więc jestem... dumna i blada... ruda dama w czerni ;D!!!
Pierwsza odsłona (klik).Druga odsłona (klik).
Sukienka - Zalando (Vero Moda), spódnica - sh (+DIY), pasek + buty - Stradivarius, kolczyki - Orsay
A na ochłodę tych upalnych dni, piosenka wywołująca zimne dreszcze. Pasuje mi swym mrocznym klimatem do tej stylizacji ;D!!!


















































